Deszcz

Jest czwartek. Po treningu. Wracam do domu. Przystanek końcowy. Krople wody spadają na chodnik z impetem rzuconej na podłogę szklanki. Ogromne, ciemne niczym otchłań chmury nie pozostawiły na sklepieniu nawet jednej kałuży niebieskiego nieba. Wysiadający ludzie przepychają się, ledwo mijając próg tramwaju. Siedzę. Czytaj dalej