Decyzja

Kolejne dni. Fantastyczny weekend. Kolejny tekst. Kolejne myśli. Idziemy za ciosem.

Mamy piątek, a więc weekend już dawno za nami. Przywołam wspomnienia, by zostały one jak najdłużej poznanych ludzi, oraz cenne doświadczenie, które będą mi towarzyszyły.

Wszystko zaczęło się od wiadomości amerykańskiego trenera z pytaniem, czy nie chciałbym grać w jego drużynie w lidze letniej (AAU). Odpowiedziałem mu jednak, że raczej nie, ponieważ za niedługo wracam do Polski, przede mną ostatnie egzaminy. Jednym słowem, szukałem wymówek. Wysłał mi rozpiskę turniejów, na której wskazywało, że mogę wziąć udział w jednej imprezie przed moim wylotem. Ja jednak wciąż byłem sceptycznie nastawiony do tego wyjazdu.
W tym samym czasie, propozycję otrzymało dwóch innych kolegów z drużyny. Ben zgodził się od razu. Wiktor również był skłonny jechać.
Miałem przed sobą ostatni tydzień pobytu w Stanach. Ten turniej mógł być świetną okazją na doświadczenie czegoś nowego. Do zeszłego piątku napisałem wszystkie egzaminy. Następnego dnia mieliśmy wyjechać. Dlaczego więc miałbym zrezygnować z czegoś, czego mógłbym później żałować?
Jadę. Jadę. Jadę!!!

Trener okazał się fantastycznym człowiekiem. Pełnym wigoru, radości, wiary i otwarcia do ludzi. Chciał, byśmy przede wszystkim pokazali się na tym turnieju z jak najlepszej strony. Dużo z nami rozmawiał, szukał kontaktu. Przed ostatnim dniem turnieju zabrał naszą trójkę do Lexington, gdzie pokazał nam cały campus Uniwersytetu Kentucky, wraz z salą, na której gra pierwsza drużyna. Następnie pokazał nam miasto i zabrał na kolację. Mieliśmy świetną okazję, by się od wszystkiego oderwać. Od codzienności, presji, nawracających myśli, krytyki innych, czy mnóstwa innych rzeczy. Czasami po prostu tego potrzebujemy. Noc spędziliśmy u trenera w domu, gdzie rano przywiózł nam śniadanie, po czym pojechaliśmy na ostatni mecz.
Ostatecznie przegraliśmy i odpadliśmy z dalszej walki w turnieju. Wróciliśmy do domu z pustymi rękami. Ale ja zyskałem coś zupełnie innego, coś dużo bardziej wartościowego. Przyjaźń.

Wtorek. Wyjazd do Wesołego Miasteczka „Kings Island” w Cincinatii w Ohio. Przed tym wyjazdem, również tydzień wcześniej, zastanawiałem się czy jechać. A może ewentualnie zostać i spędzić ten dzień na hali? Wszyscy nalegali, żebym jechał. Dałem się przekonać.
Kiedy już tam dojechaliśmy, weszliśmy, rozdzieliliśmy się, wszystko się zaczęło. Ogromna adrenalina na najdłuższym Roller Coasterze na świecie, spływ wodospadem, który nie zostawił na nas suchej nitki. Bawiłem się dobrze, ale czegoś mi brakowało.
Kiedy spadł deszcz, cała zabawa się skończyła. Ale zaczęło się coś zupełnie innego. Szczera radość.
Schowaliśmy się pod najbliższym dachem. Ulewa jednak nie ustawała. Spotkaliśmy naszego kolegę z klasy, Davida, który miał pomysł przebiegnięcia połowy parku do Sturbacksa, by kupić czekoladę. Cóż to był za świetny pomysł! Zaczęliśmy biec. Byliśmy mokrzy tak, jak gdybyśmy dopiero wyszli spod prysznica. Tam spotkaliśmy resztę naszej klasy. Zaczęliśmy rozmawiać. Zupełnie inaczej, niż w szkole, klasie, podczas przerw. Byli zupełnie inni. Otwarci, weseli, pełni ciekawości. Zupełnie jak za moich pierwszych dni w szkole.
Myślę, że czasem nasze obowiązki, jak na przykład nauka, przytłaczają nas w codzienności do takiego stopnia, że rzadko kiedy otwieramy się na innych podczas zajęć, tak jak ma to miejsce po szkole. Często też nie wiemy z kim chodzimy do klasy, z jaką osobowością mamy do czynienia, dopóki nie spędzimy z nią trochę tego „luźnego” czasu.
Przeczekaliśmy, aż burza ustąpiła. Pierwszą kolejką, na którą poszliśmy był spływ z wodospadu. Byliśmy mokrzy tak, że bardziej się już nie dało. Po wykręceniu naszych koszulek woda lała się strumieniem. Ale kogo to obchodziło? Czuliśmy się świetnie. A jeszcze lepiej poczuliśmy się po spływie. I kolejnym. I kolejnym. Poszliśmy na nią trzy razy! Czułem się świetnie.

Z Davidem miałem okazję porozmawiać trochę więcej, niż ma to miejsce w szkole.  Okazał się niezwykle miłą i szaloną osobą. Oznajmił, że chciałby nauczyć mnie strzelać z shootguna i snajperki, któregoś dnia. Umówiliśmy się na czwartek po szkole.

Czwartek. W szkole nie mieliśmy już zajęć. Cały dzień spędziliśmy na rozmowach, oglądaniu filmów lub innych aktywnościach. Po ostatniej godzinie David zabrał mnie i Wiktora do siebie. Na początku pokazał nam swój dom, pokój, przedstawił nas swojej mamie. Następnie pojechaliśmy do domu jego dziadka, emerytowanego żołnierza, który brał udział w wojnie w Wietnamie. David wyciągnął zepsuty komputer i pokazał nam, jak obsługiwać broń. Po jakiejś godzinie poszliśmy na przejażdżkę quadem do lasu. W połowie drogi natknęliśmy się na przewalone drzewo i resztę trasy musieliśmy przejść pieszo. Pokazał nam niezwykłe miejsce. Ogromny łuk skalny, otoczony drzewami. Całość wyglądała jak obraz gór oprawiony w skalną ramkę. Niezwykły widok.

Piątek. Ostatni dzień w szkole. Ostatnie pożegnania. Ostatnie rozmowy i ciepłe słowa.

Sobota. Dzień wylotu. Ponieważ Malik miał swój lot do Kanady o 6 nad ranem, wyjechaliśmy z domu parę minut po godzinie 3 w nocy. Nasz samolot był o godzinie 10. Kiedy już nastała ta godzina, otrzymaliśmy informację, że samolot ma usterkę z silnikiem. Mieliśmy wybór. Czekać, aż przyjadą mechanicy i zrelacjonują sytuację, bądź „prze-bukować” lot. Zdecydowaliśmy zaczekać. Kolejny lot mieliśmy z Detroit osiem godzin później. Mieliśmy więc chwilę. Z biegiem czasu sytuacja stawała się jednak napięta, ponieważ nie było żadnych informacji. Po paru godzinach mechanicy orzekli, że maszyna nie nadaje się na lot i musimy dostać się w inny sposób na lotnisko. Dostaliśmy więc bilet zamienny do Atlanty, kupony na obiad, a także, w ramach rekompensaty podróż pierwszą klasą. W Dream-Linerze było niesamowicie. To tak, jakby wygrać kupon na loterii.

Podczas pisania tego zdania, jestem już w domu. Cały i zdrowy. Bez wątpienia przeżyłem naprawdę niezwykły tydzień. Tydzień, który opierał się na decyzjach. Dzięki nim, napisałem to, co właśnie przeczytałeś. A ja doświadczyłem coś zupełnie nowego. Coś co pozostanie w mojej pamięci na długo. Coś, z czego można wyciągnąć niezliczoną liczbę inspiracji.

Decyzje podejmujemy każdego dnia. Nie rezygnuj z czegoś tylko dlatego, że jest nowe. Dlatego życzę Ci, byś wybierał mądrze. To nasze decyzje w ostatecznym rozrachunku określają nas samych. Idź przez świat z przeświadczeniem, że zaraz będziesz świadkiem inspiracji. Decyduj. Doświadczaj. Poznawaj. Podziel się. Inspiruj. Stań się lepszym człowiekiem.

2 myśli w temacie “Decyzja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *