Nie jesteś sam

Dzisiejszego dnia wyjechałem z domu. Znowu. Jutro z rana mam samolot do Stanów Zjednoczonych, by tam dokończyć rok szkolny. Nie mam bladego pojęcia, dlaczego piszę ten tekst, ale po prostu odczułem taką potrzebę.

Wszystko zaczęło się w pijalni czekolady Wedla. Zamówiłem deserową czekoladę z nutą migdałów, do której otworzyłem książkę. Książkę, której nie otwierałem przez bardzo długi czas, a niemalże o niej zapomniałem. Jej tytuł brzmi: „The Secret to Success.”
Okładka brzmi, jak gdyby była przewodnikiem, a może wręcz rozwiązaniem na drodze do sukcesu.
Czy tak jest rzeczywiście? Przekonam się w kolejnych stronach.
Od razu natknąłem się na zdanie, że zarówno porażki, jak i sukcesu, nie można odnieść samemu. Wydaje mi się, że sporo w tym racji. Zacząłem się zastanawiać dlaczego.
A no dlatego, że nie jesteśmy sami – czytaj: mamy swoje otoczenie, przyjaciół, rodzinę i siebie samego.
W kolejnych wersach autor skupiał się na przyjaciołach i ich wglądzie w nasz charakter. Przyjaźń to bardzo odpowiedzialna rola. Ma bowiem przeogromny wpływ na to, jakie mamy nastawienie, myśli, czy zachowania. Nawet, jeżeli nie jesteśmy tego świadomi. Na myśl przyszło mi zdanie, które mówi, że wypowiadane przez nas słowa, kształtują naszą osobowość. Jakże głęboka jest ta prawda. Niesamowite, jak jedno zdanie potrafi obudzić w nas refleksje, do których moglibyśmy nigdy nie dość samemu. A no właśnie…sukcesu nie odnosi się samemu…

Właśnie odkryłem, dlaczego tworzę ten szereg słów. Moje ego podpowiada mi, że to ma jakiś przekaz, który warto zachować. Choćby na później.

Kolejną rzecz, która towarzyszyła mi podczas czytania lektury, był uśmiech kelnerki. Miałem wrażenie, że rozpoznała mnie od ostatniego razu. To chyba miłe, kiedy ludzie Cię zapamiętują. To znaczy, że wyróżniasz się z tłumu w subtelny sposób, który widzą inni. Nie wszyscy, ale Bóg powoduje, że ci, co powinni. Jeden uśmiech, a tyle refleksji. Mam ochotę tam wrócić.

Jestem w pociągu. Przez całą jazdę towarzyszy mi myśl sukcesu. To wywołało u mnie istną burzę. Zrodziło się wiele pytań, które poważnie muszę przemyśleć. Na wszelki wypadek, zanotuję je wszystkie:

  • Co mogę zrobić, by zbliżyć się do sukcesu?
  • Czym dla mnie jest sukces?
  • Jak bardzo mi na nim zależy?
  • Jakie działania już podjąłem?
  • Na jakim etapie jestem?

Skoro już jestem na takim etapie rozumowania, muszę się poważnie zastanowić, co mogę zmienić w swojej codzienności, by wypełnić ją czynnościami, które pozwolą mi zbierać profity w przyszłości.
(To zdanie jest tak złożone, że dopiszę sobie komentarz, by przeczytać je raz jeszcze)

Podróż w pełni owocna. Sądzę, że tekst ten sam w sobie jest już czymś więcej, jak tylko zwykłym tekstem. Umacniam się w przekonaniu, czego tak naprawdę chcę.
> Czy to duma, czy już poziom zadufania? – Wróciły myśli z wczorajszego wieczoru. Pokora. Chcę ją zachować. Chce budować sukces przy Bogu i z Bogiem. Już czuję ten zwiększony puls. Endorfiny też działają. Jestem w transie. Chcę pisać. Chcę się tym z Tobą podzielić. Chcę Cię zarazić. Ależ to jest intrygujące. Uzależniam się. Wena wróciła. Znów czuję siłę. Wątpliwości minęły, a zamiast nich jest cel. A właściwie więcej, niż jeden.

Czekają mnie ponad 2 tygodnie w Stanach. Chcę tutaj wrócić za ten czas i umocnić się w przekonaniu, co zrobiłem w drodze na szczyt. Chcę być dumny z siebie. Chcę pracować. Chcę to wszystko w końcu urzeczywistnić.

Czas działać i czas myśleć. A najwyższy czas już wysiąść. Witamy w stolicy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *